Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

arbiter
Posty: 1244
Rejestracja: czw lis 19, 2009 9:41 pm
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: arbiter » czw cze 24, 2010 2:29 pm

Masz rację ale jak zacząłem czytać ten temat na początku było ok a z biegiem rozwoju tematu już nie wiedziałem o co chodzi i tak jest do cholery jasnej zawsze nawet jak człowiek coś chce się nauczyć to w pewnym momencie nie wiadomo o co chodzi.
Mówię Wam Panowie tylko siła spokoju nas uratuje ;)

opal
Posty: 2655
Rejestracja: ndz kwie 16, 2006 5:32 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: opal » czw cze 24, 2010 2:52 pm

Witam.Arbiter koniec języka za przewodnika.Gubisz wątek.Przestajesz ogarniac to drzesz gębę, stop Opal,do tyłu jeszcze raz jak" krowie na rowie".I będę tyle razy się wracał,aż Ty i inni zrozumieją o co biega.I wtedy jadę dalej lub odpowiadam na pytania.I dopiero wtedy możemy wyciągac jakieś wnioski i stwierdzic "Opal ma rację, lub nie ma racji."A odnoszę wrażenie,że niektórzy wstydzą się spytac gdy czegoś nie rozumieją..A to błąd,przecież nie ma ludzi co wiedzą wszystko.A wstyd to kraśc i z d....y spaśc.Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
golebiewski
Posty: 722
Rejestracja: pn kwie 16, 2007 3:37 pm
Lokalizacja: mazury
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: golebiewski » czw cze 24, 2010 3:28 pm

Tak Opal, niektórzy nie tyle się wstydzą co wolą nie pytać bo czasami odpowiadasz w bardzo ,,specyficzny" sposób.
golebiewski

Awatar użytkownika
SETER
Posty: 825
Rejestracja: sob lis 26, 2005 9:59 pm
Lokalizacja: C.K Galicja
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: SETER » czw cze 24, 2010 4:01 pm

Witam,
odnośnie 40 lat hodowania gołębi przez Opala "po swojemu", oraz (przy okazji) "selekcji zdrowotnej":
opal pisze: Gdy drobnoustroje odporne są na Doxy(częste nieuzasadnione podawanie np.profilaktyczne ,powoduje lekooporność) można stosować Erytromecynę ,Tylozynę ).Gdy u mnie się to zdarzyło w uzgodnieniu z Piotrkiem W. podałem kobyłę w postaci mieszanki Doxy RW z Tylbianem.Pomogło.Drugi przypadek dotyczył kariera kupionego na Węgrzech.Charczał jak stary grużlik.Dostał przez pięć dni (po dwie tabletki) holenderski lek Orni Tab(mieszanka Doxy z czymś tam).Pomogło.
Opal - sklerozy jeszcze nie mam - a na farmazon jestem wyczulony.
I co ? - ziółka nie poskutkowały, czy w ogóle ich wtedy (Opal) nie stosowałeś ? - dlaczego nie usunąłeś "zdechlaka" ? - "bo ładny" ?
O ile sobie przypominam, to jeszcze w 2008 r. na "Dobrym Locie", hodowców stosujących "metodę dwóch palców" porównywałeś do hitlerowców (można sobie znaleźć i poczytać) - zmieniłeś poglądy ?
Link:
http://golebnik.pl/forum3/viewtopic.php ... view=print
Odnośnie ziółek i "ziołolecznictwa" - oraz jak stwierdził Opal "równej" odporności gołębi rasowych (w porównaniu do np. "miejskich", czy pocztowych).
Subbuteo pisze: Ziółka, ziółkami ale podawanie ich leczniczo to zbyt duże ryzyko (szczególnie w stadach gołębi pocztowych, czyli tam gdzie ptaki muszą bardzo szybko odzyskać wydolność lotową - dla przypomnienia między "naszymi gołębiami ozdobnymi, a pocztowymi jest olbrzymia różnica- generalnie hodowla gołębi rasowych to (nie obrażając nikogo) pielęgnowanie zdechlaków, które w naturalnych warunkach za długo nie pożyją. Jeśli taki pogląd Was oburza to zastanówcie się chwilkę nad tym i dojdziecie do tego samego wniosku- o ile wiecie jak wygląda prawdziwa hodowla gołębi pocztowych.
Gołębie pocztowe są bardziej odporne i lepiej reagują na terapię, czy immunomodulację (potwierdzone w badaniach własnych), dlatego to właśnie takie ptaki wykorzystuję do doświadczeń, testów itp.).

Wracając do ziółek - znam "super znawców zielarzy" zachwalających ich wręcz magiczną moc. Jednakże ich ptaszki chorują tak jak inne mimo ziołoprofilaktyki i często miewam telefony z prośbą o ratunek (Pozdrowienia dla ojca i syna O. z miasta T. :wink: )
Link do dyskusji:
http://golebnik.pl/forum3/viewtopic.php?f=4&t=624

Kilka słów od siebie...
Radzę uważać z podawaniem gołębiom startej, nieobranej marchewki - jak ktoś lubi myśleć, to domyśli się dlaczego ( podpowiedź brzmi: bakterie kałowe).
Sławek słusznie zauważył, że gołębie są typowymi ziarnojadami - w związku z czym gorzej "przyswajają" np. witaminy z warzyw (np. tartej marchewki) niż np. ludzie (gatunek wszystkożerny) - dla gołębi jedzenie np. tartej marchewki jest równie "naturalne", jak dla pingwina np. jedzenie borówek.
Przy leczeniu gołębi (wspomagająco) podawanie warzyw niewiele pomoże (za małe "stężenie") - tutaj trzeba niestety podać witaminy spreparowane "chemicznie" :wink:
Cóż więcej... - tzw. odrobaczania gołębi przez 2 tyg. czosnkiem (nie pamiętam już, czy było o tym pisane tu, czy w innym temacie) nawet nie będę komentował - proponuję samemu zażywać czosnek przez 2 tyg. a domyślicie się dlaczego... :wink: - tak, tak - wszystko co w nadmiarze - szkodzi.
Co do genetyki - panowie byli by tak łaskawi, i nie przepisywali książek na forum (to w sumie "zaśmiecanie" tematu) - sądzę, że każdy użytkownik tego forum potrafi czytać.
PS
Opal - starożytni Rzymianie uważali, że jedzenie czosnku min. zwiększa poziom agresji - mam nadzieję, że na czas dyskusji powstrzymasz się od spożywania tego pachnącego dobrodziejstwa natury.
Pozdrawiam
Kaszanka forever !!

Awatar użytkownika
wscekly4405
Posty: 995
Rejestracja: sob paź 17, 2009 1:53 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: wscekly4405 » czw cze 24, 2010 4:39 pm

:evil:
Ostatnio zmieniony pn cze 28, 2010 12:28 am przez wscekly4405, łącznie zmieniany 1 raz.
golebie-akrobatyczne

Awatar użytkownika
Jarek Siedlecki
Posty: 512
Rejestracja: wt sie 07, 2007 9:11 am
Lokalizacja: Siedlce
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: Jarek Siedlecki » czw cze 24, 2010 5:33 pm

Coście się tak uwzięli na tego biednego Opala. :( Sądziłem, że to ja mam na to monopol. :mrgreen:
Mimo utraty kontaktu z własnymi gołębiami Opal wirtualnie orze jak może a wiadomo, że dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane. :wink:
Dirko

opal
Posty: 2655
Rejestracja: ndz kwie 16, 2006 5:32 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: opal » czw cze 24, 2010 6:33 pm

Witam.Ad.Wszyscy.Pukam i pukam tym jednym palcem i widzę,że jestem straszny jełopa bo nie mogę znależc dobrych słów aby wszyscy mnie zrozumieli.Staram się Wam przekazac,że hodowca jest tylko od hodowania i zapobiegania chorobom. Zioła , warzywa,dobra karma,profilaktyka chorób układu pokarmowego,kwarantanna ,bioasekuracja oraz dobry przyjazny ptakom gołębnik jest po to by do tych chorób nie dopuścic.Dobry doświadczony hodowca tak postępując nie musi stawac przed dylematem chemia czy natura.Nie musi bo nie ma u siebie chorób.Dobry doświadczony hodowca potrafi też zauważyc w porę początkowe objawy choroby.Wtedy sprzątanie gołębnika,mikstura ewentualnie herbatki w zupełności wystarczą by zażegnac niebezpieczeństwo i zapobiec chorobie .Bez stosowania chemii.I to nie my pokonamy patogeny a układ odpornościowy ptaka.
Ad.Gołębiewski.Masz zupełną rację ,jestem bardzo impulsywny i kontrowersyjny w swoich wypowiedziach.Kaleczę ludzi a potem muszę przepraszac.Tak jak Optimusa.Jednak nie tylko ja jestem winny ,zauważ ,że dym zaczyna się tylko wtedy,gdy ktoś ,komentuje moje postępowanie i sposób wypowiedzi.Gdy rzeczowo stara się mnie przekonac,że nie mam racji,często mu się to udaje(np.Wściekły).Jednak zdaję sobie z tego sprawę,że tak nie można rozmawiac.Dlatego przeprosiłem wszystkich (nawet Pana Jurka).Nie będzie więcej dymu ,jest jednak jeden wyjątek,Jarek.On sam się prosi o baty.A jak ktoś mnie prosi to nie mogę odmówic.Tego wymaga dobre wychowanie. :lol: :lol:
Ad.Seter.Tylko krowa nie zmienia zdania.Potem wyjaśnię dlaczego napisałem,że to Wściekły ma rację a nie ja.Co do podawania warzyw a nie sztucznych koncentratów zdania nie zmieniłem.Koncentraty można przedawkowac.Witamin w warzywach nigdy nie przedawkujesz.Ptak pobierze tyle ile mu potrzebne.Wlejesz koncentrat do wody ptak musi wypic to co mu podasz.Co do jedzenia przez ptaki samego ziarna to bujda na resorach.Wielokrotnie żona mnie klęła,że gołębie niszczą(obskubują) jej warzywa na rabatkach.Potrafiły wydziobac wszystko co zakiełkowało.Co do poziomu agresji to Ty prosiłeś by nie wciągac Cię w g....ne dysputy.To jest wyważona i spokojna wypowiedż?Śmiem wątpic
Ad.Wściekły.Przecież Ty postępujesz identycznie jak ja.Tylko przy profilaktyce podajesz mniej .Jednak masz ptaki w wolnym oblocie.Tego co Ty nie podasz ,ptak sam poszuka żerując na podwórku.Sam widziałem,zdjęcia Twoich ptaków na ziemi.Więc pozwalasz im trochę pozbierac,różnego towaru.Nie jest tylko tak,że ptaki są albo w powietrzu albo w gołębniku.
Długo myślałem o zabijaniu przy selekcji.Lubię ptaki i się przed tym wzdragam.Nie mogłem też zrozumiec ,po co zabijac ptaka mającego określoną wartośc handlową.Jednak patrząc na te wszystkie lata hodowli doszedłem do wniosku,że byłem szczęściarzem.Ptaki w wolnym oblocie przejąłem po dziadku.Jest to normalna wieś.A na wsi inaczej ludzie podchodzą do hodowli.Tam ptak nierasowy się nie marnował.Lądował w garnku.I był to rarytas.Bo ile tych ptaków było w skali roku? 20-30 sztuk.To dwa ptaszki na miesiąc.A ja sam potrafię zjeśc trzy pieczone gołębie(lepsze od kuropatwy) i oglądam się za dokładką.Potem,gdy zacząłem hodowac w wolierach,zafascynowały mnie kariery Jasia Śliwowskiego.Zacząłem je hodowac.Karierów nie jadłem bo były hodowane z użyciem chemii.A leki(trucizna) kumulują się w mięśniach ptaka.I jeszcze jedna ważna rzecz,kariery łatwo się sprzedawały.Ptaki średniej i dobrej klasy,zawsze znajdowały nabywcę.Więc sprzedawałem,a pieniądze przeznaczałem na rozwój hodowli.Jednak po dyskusji z Wściekłym spojrzałem na problem z drugiej strony.Co ma zrobic hodowca,który hoduje rasy mniej atrakcyjne.Na,które trzeba amatora by je kupił.Co ma zrobic hodowca pocztowych,który ma w roku kilkadziesiąt ptaków do wybrakowania a pocztowe na targu idą po 5 zł.Oddac młodym.To przecież tych ptaków za rok będzie w Polsce 2-3 razy więcej.Tak Wściekły ma rację te ptaki trzeba w humanitarny sposób likwidowac.Tym bardziej,że nie można ich zjeśc bo, są faszerowane chemią.Dlatego tak walczę o celową świadomą hodowlę z wykorzystaniem genetyki.Wtedy tych braków będzie mniej.Hodowca pocztowych będzie trzymał też mniej ptaków a wyniki w lotach będzie miał porównywalne lub lepsze.I ostatnia sprawa, sprawa Subbuteo.On nie leczy tylko naturą.On wyrażnie pisze,że gdy choroba pokona układ odpornościowy ptaka, niezbędne jest podanie leku.
Jednak ja namawiam Was, bądżcie tą elitą hodowców.Hodujcie tak by nigdy nie stanąc przed dylematem chemia czy natura.A tym ,którzy jeszcze tego nie potrafią zawsze chętnie podpowiem.Jednak,jeżeli już musiie podac lek .zróbcie to z głową.Po uprzednich badaniach.Nie trujcie ptaków nadmiarem leków i nie twórzcie nosicielstwa w swoich stadach.Bo to szkodzi nam wszystkim.
Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
Jarek Siedlecki
Posty: 512
Rejestracja: wt sie 07, 2007 9:11 am
Lokalizacja: Siedlce
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: Jarek Siedlecki » czw cze 24, 2010 8:52 pm

opal pisze:Podczas sprzątania wpadł mi w ręce zakupiony w sklepie wędkarskim środek : -zapobiegający ugryzieniom,przez robactwo(komary,kleszcze ,owady gryzące).Aplikacja kulka.
-oraz balsam kojący tego samego producenta.Znoszący ból i swędzenie skóry wywołane ukąszeniem owadów,parzącym działaniem pokrzywy i meduzy.Nazwa tych produktów to MUGGA.
Dlaczego o tym piszę. Producent reklamuje swój produkt stwierdzeniem,że jest na bazie środków naturalnych.Nie podaje jednak składu ,tłumacząc to obawą o podrabianie swego produktu przez innych.Jakiś czas temu nigdzie nie mogłem go dostac.Pytam sprzedawcy kiedy będzie.On mi na to,że nie wiadomo.Wstrzymano dystrybucję, ponieważ konkurencja oskarżyła producenta o to,że kłamał w reklamie.Twierdzili iż niemożliwe jest uzyskanie tak dobrych wyników w oparciu o naturę.MUGGA wygrała.Produkt znowu jest w sprzedaży
Mamy "latoś" plagę komarów. Na działce trudno wysiedzieć tym bardziej wejść w krzaki, żeby wyrwać chwasty więc zachęcony tekstem Opala poszedłem zakupić tego naturalnego MUGGA. :o
No to zobaczmy te środki naturalne: :shock:
Środek zawiera przede wszystkim składnik o nazwie DEET ( N, N-dietyl-meta-tolumamide),który blokuje receptory komara na ok. 4-8 godziny
Sklad: MUGGA Roll-On ( kulka) ml zawiera 20% substancji czynnej - dwuetylotoluamid ( DEET (diethyl toluamide lub N,N-diethyl-meta-toluamide), który blokuje receptory węchu komara. ) i 0,9 % frakcji olejków roślinnych o specjalnie dobranym skladzie.

To może ten DEET to jakaś substancja naturalna? :? Raczej nie. :wink:

N, N-dietylu-meta-toluamid, w skrócie DEET został opracowany przez armię Stanów Zjednoczonych , po jego doświadczeń wojennych dżungli podczas II wojny światowej . Pierwotnie był on testowany jako pestycydów na polach gospodarstwa rolnego (oryginalna pisownia tłumaczenia z angielskiego)
I jeszcze: Wielu naukowców uważa, że DEET nie jest to bezpieczne i wiele osób im wiary. Nie można używać produktów zawierających DEET na dzieci i może dojść do uszkodzenia skóry, odzież, tworzywa sztuczne i farby,(oryginalna pisownia tłumaczenia z angielskiego)

A tak przyjemnie się czyta te wszystkie fantastyczne historie Opala. :mrgreen:
PS W sklepie wędkarskim polecono mi Ultrathon. :)
Dirko

Awatar użytkownika
wscekly4405
Posty: 995
Rejestracja: sob paź 17, 2009 1:53 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: wscekly4405 » czw cze 24, 2010 9:10 pm

:mrgreen:
Ostatnio zmieniony pn cze 28, 2010 12:29 am przez wscekly4405, łącznie zmieniany 1 raz.
golebie-akrobatyczne

Slawek
Posty: 271
Rejestracja: pn sie 20, 2007 4:42 pm
Lokalizacja: Hrubieszow

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: Slawek » czw cze 24, 2010 10:06 pm

Ciapek jak się przyzwyczai może zacząć robić za kota , znam takie przypadki.
Nie wiem jakie masz rasy ale gołębie nie powinny sfruwać na podwórko i zerować w przypadkowych miejscach . prawidłowo powinno być dach gołębnik tak zachowują się wysokokotne , jedzą raz dziennie o 17.

krzysiek
Posty: 3649
Rejestracja: ndz lis 20, 2005 9:53 pm
Lokalizacja: kalisz
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: krzysiek » czw cze 24, 2010 10:08 pm

Odnośnie brakowania mlódków podczas selekcji. Znam hodowcę garłaczy górnośląskich koroniastych. Niemal wszystkie kolory, ptaki naprawdę wysokiej klasy. Po jego golębie przyjeżdżają hodowcy z kraju i z zagranicy, głównie Niemcy, a przecież u nich ta rasa stoi na bardzo wysokim poziomie. Nieprawdą jest , że po idealnych ptakach wychodzą same idealne młode. Wiele wychodzi z wadami, głównie rysunku. Mój znajomy do sprzedaży zostawia jedynie idealne. Ptaki idą jak świeże bułeczki, pomimo kosmicznych cen. Co robi z tymi , które są "mniej idealne". Rosołek. Dlaczego? Gość jest pragmatyczny. Sprzedaje pewną ilość ptaków , powiedzmy po 100 czy 200zł za sztukę. O wiele więcej mógłby sprzedać takich po 30 czy 40 zł. Też by poszły, przynajmniej w pierwszym i drugim sezonie. A co dalej? Nikt by mu za super klasy ptaka 100zł nie dał, bo rynek byłby nasycony średniakami po 30 za sztukę, do tego po takich sredniakach mających przecież dobrą krew sporo młodych mogło by byc dobrej klasy. Facet podciął by gałąź , na której siedzi no i popsuł sobie renomę. A tak, ma same dobre ptaki, klienci płacą za nie dobrą cenę. W moich stronach było kiedyś centrum hodowli mewki polskiej. jest tak i dzisiaj. Dobra mewka zawsze kosztowała dużo. Zawsze było porównanie- dobra mewka = dobra wypłata.W ostatnich latach kilku hodowców poszło na łatwiznę i w krótkim czasie nasycili rynek marnej klasy mewkami. Efekt? Na Allegro pełno jest mewek "klasy wystawowej" sprzedawanych za grosze, czyli kasę porównywalną do ich faktycznej wartości. Znawcy i tak tego odpadu nie kupią, wolą zapłacić kasę za ptaki coś warte. Jednak rynek nasycony kokami sprawia, ze cena na niezłe mewki znacznie spadła. Większość rynkowych klientów kupi koka na giełdzie czy Allegro za kilka dyszek, ale wstrzyma się z wyłożeniem kilku lub kilkunastu stówek za ptaka dobrej klasy.Podobnie ma się sprawa z karierami. Nie jest to bynajmniej przytyk do Opala, ale sam pisał, ze sprzedawał brakowane kariery. Inni hodowcy tej rasy podobnie. Efekt? Sławek znalazł na Allegro mnóstwo "klasy wystawowej" karierów po kilkanascie złociszy za sztukę. Wniosek. Opal i inni hodowcy karierów sami wpakowali się na minę. Zamiast sprzedawać tylko ptaki warte po kilka stówek ( kilka w roku) sprzedawali w tym czasie po kilkanaście i więcej ptaków po może i kilka dyszek.Teraz o wiele trudniej znaleźć klienta na kariera za ok. 1000zl.

opal
Posty: 2655
Rejestracja: ndz kwie 16, 2006 5:32 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: opal » czw cze 24, 2010 10:27 pm

Witam.Zgadza się Krzysiu.Sam w poprzednim roku nie sprzedawałem.Ale miałem wiele sygnałów,że rynek się nasycił.Pewnie i ja co nieco narozrabiałem reklamując kariery na forum.Sporo osób weszło w tę rasę i przez jakiś czas wzrósł popyt.Teraz wszystkie giełdy zawalone średniej klasy karierami.A popytu brak.Jeszcze wschód bierze ale tylko dobre ptaki.I w nich nadzieja.Co zrobic by wzrósł popyt? Wystawiac na europejskich i starac si ę o sukces.Bo sukces zawsze przyciągnie naśladowców.Zwłaszcza wśród młodych.Patrz Małysz,Fibak czy" Orły" Górskiego.Jeżeli to nie zadziała,to pozostanie droga ,którą opisał Krzysiek.Sprzedawac tylko rarytasy a resztę do gara.
Ad. Jarek .Zgadza się też odnalazłem nowszą wersję MUUGI.Na niej jest już skład.Taki jak opisałeś.Czyli jednak jest chemia a reklama kłamała.Widocznie konkurencja wygrała i sąd nakazał im podanie składu na opakowaniu. Ty uwielbiasz chemię więc to nie powinno Ci to przeszkadzac.Jednak tak ,jak pisałem ,środek jest bardzo skuteczny.Wysmaruj Kajtka. :lol: :lol: Pozdrawiam

Awatar użytkownika
Jarek Siedlecki
Posty: 512
Rejestracja: wt sie 07, 2007 9:11 am
Lokalizacja: Siedlce
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: Jarek Siedlecki » czw cze 24, 2010 11:20 pm

:roll: Gdybyś najpierw sprawdzał a dopiero potem pisał to ja pewnie miałbym dużo mniej okazji, żeby się czepiać. :mrgreen:
Dirko

opal
Posty: 2655
Rejestracja: ndz kwie 16, 2006 5:32 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: opal » czw cze 24, 2010 11:36 pm

Witam.Jarek jak położysz w celi lęgowej diamentową broszkę to na pewno nie będziesz miał robactwa.Nic młodym nie będzie goliło głowy.Ponadto diament odstrasza drapieżniki(szczury,kuny i sowy).Diamentowa obrączka jest dobra na jastrzębia.Ciekaw jestem czy i teraz polecisz do jubilera by sprawdzic czy piszę prawdę?Pozdrawiam.

arbiter
Posty: 1244
Rejestracja: czw lis 19, 2009 9:41 pm
Lokalizacja: Warszawa
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: arbiter » czw cze 24, 2010 11:51 pm

a jak obsikasz gołębnik dookoła to nie przyjdą złodzieje pod warunkiem, że jesteś samcem Alfa w stadzie.

opal
Posty: 2655
Rejestracja: ndz kwie 16, 2006 5:32 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: opal » czw cze 24, 2010 11:59 pm

Witam.Ad.Arbiter :lol: :lol: :lol: Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
wscekly4405
Posty: 995
Rejestracja: sob paź 17, 2009 1:53 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: wscekly4405 » pt cze 25, 2010 1:03 am

:mrgreen:
Ostatnio zmieniony pn cze 28, 2010 12:30 am przez wscekly4405, łącznie zmieniany 1 raz.
golebie-akrobatyczne

krzysiek
Posty: 3649
Rejestracja: ndz lis 20, 2005 9:53 pm
Lokalizacja: kalisz
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: krzysiek » pt cze 25, 2010 11:06 am

Kumpel miał jamnika i spore stadko gołębi, pocztowych i lotnych.gdy stracił niemal wszystkie i wymordował prawie wszystkie latające drapieżniki w okolicy, posłuchał mojej podpowiedzi i zaczął obserwować pieska. Piesek, niewiniątko nie dał się przyłapać. Spuszczony z oka na kilka minut i już jednego ptaka mniej. Biedak dla pewności zamknął psa w wolierze z gołębiami. Na tydzień! Przez ten czas nie zginęła ani sztuka. Piesek, jak zwykle, okaz niewinności. Wreszcie kiedyś wyjechał samochodem. Przejechał z pół kilometra i cichaczem wrócił do domu. Wszedł przez okno z tyłu domu i wtedy zobaczył jamnika w akcji. Nie do uwierzenia, jak taki jamnik może być szybki i skoczny.Koty wysiadają.

Awatar użytkownika
wscekly4405
Posty: 995
Rejestracja: sob paź 17, 2009 1:53 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: wscekly4405 » pt cze 25, 2010 11:53 am

:mrgreen:
Ostatnio zmieniony pn cze 28, 2010 12:30 am przez wscekly4405, łącznie zmieniany 1 raz.
golebie-akrobatyczne

Awatar użytkownika
Jarek Siedlecki
Posty: 512
Rejestracja: wt sie 07, 2007 9:11 am
Lokalizacja: Siedlce
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: Jarek Siedlecki » pt cze 25, 2010 2:52 pm

Jest takie powiedzenie, że nie ma głupich psów, są tylko niemądrzy właściciele. :shock:
Mój obecnie 15-letni jamnik, któremu instynkt łowiecki nakazywał łapać gołębie bardzo szybko zrozumiał, że nie wolno atakować gołębi na naszej działce. A nawet potrafił skoczyć i wyrwać sterówki gołębiowi, którego trzymałem w dłoniach. :o
Podobnie z Kajtkiem, który na początku ganiał gołębie i mimo zakazu błyskawicznie mi się wciskał pod pachą do gołębnika i pomagał łapać gołębie. :wink: Teraz gołębie siedzą na ziemi a Kajtek, który tamtędy przebiega do furtki zatrzymuje się, czeka aż gołębie zrobią mu miejsce i dopiero rusza przed siebie. :lol:
Żaden z nich nigdy nie złapał mi gołębia. 8) Psy to inteligentne stworzenia. :D
Dirko

Awatar użytkownika
golebiewski
Posty: 722
Rejestracja: pn kwie 16, 2007 3:37 pm
Lokalizacja: mazury
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: golebiewski » pt cze 25, 2010 2:59 pm

Czy leki naturalne są lepsze od chemicznych?
Autor wpisu: dexter
Na naszym Forum często pojawiają się osoby, usilnie próbujące namówić nas na zakup tzw. leków naturalnych. Na uzasadnione wątpliwości co do skuteczności tych specyfików, zwykle odpowiadają: „trujcie się chemią skoro nie chcecie spróbować naturalnych środków”. Czy rzeczywiście „naturalne” jest lepsze od „chemii”?

Przykładowo, korę wierzbową używa się od wieków jako środka przeciwgorączkowego, przeciwzapalnego i przeciwbólowego. Faktycznie stosuje się ją podobnie do tego, jak my stosujemy aspirynę. Nie jest to zaskakujące, ponieważ już w 1838 roku chemicy zidentyfikowali aktywny składnik kory wierzbowej jako kwas salicylowy – od salix, botanicznej nazwy rodziny wierzbowatych – którego syntetyczną postacią jest kwas acetylosalicylowy, lepiej znany jako aspiryna. Gdybyś wziął tabletkę czystego, naturalnego kwasu salicylowego wyciągniętego z wierzby i tabletkę chemicznego kwasu salicylowego wyprodukowaną w fabryce Bayera, żadnymi znanymi metodami nie udałoby się stwierdzić różnicy między nimi. Obie składają się z tych samych cząstek subatomowych tworzących identyczne atomy, które są skupione w identyczny sposób, tworząc identyczne molekuły. Chemik nie potrafi znaleźć różnicy i zielarz nie potrafi znaleźć różnicy. Zresztą nawet zielarz, który wierzy, że istnieje różnica, nie potrafi jej znaleźć.

A co ważniejsze, twój organizm nie widzi różnicy: obie tabletki weszłyby dokładnie w tę samą reakcję chemiczną z receptorami bólu w twoim mózgu i z wrażliwą wyściółką twojego żołądka. Na tym poziomie określenie „naturalne” nie ma sensu. Podobnie jak inne ukochane demoniczne słowo miłośników natury – „chemiczne”. Przeczytaj napisy na opakowaniu kilku „naturalnych” produktów – mikstur, suplementów, żywności – a często spotkasz zapewnienie, że produkt nie zawiera „żadnych chemicznych dodatków” czy wręcz – choć rzadko już w obecnych czasach – „żadnych chemikaliów”. Cóż to właściwie znaczy? Słowo „chemiczne” nie opisuje tylko tych substancji, które znajdujemy w laboratorium czy syntetyzujemy w fabrykach. Nasze ciała są w całości zbudowane z chemikaliów; to samo dotyczy każdej substancji w podręczniku zielarza, niezależnie od tego, jak naturalnie jest pokryta błotem i rosą.

To jednak jest śmiesznie nieistotne i niewielu alternatywistów będzie się z tym sprzeczać. Nie chodzi mi o to, że wśród ludzi mających choćby najbardziej podstawową wiedzę o naukach przyrodniczych toczą się jakieś spory o znaczenie określeń „naturalny” i „chemiczny”, ale o to, że te określenia używane są do reklamowania środków, jak gdyby uzyskiwały przez to jakieś specjalne moce. Na nieszczęście, słowo „naturalne” ma dwa pokrewne znaczenia: opisuje coś, co występuje w naturze, a także coś, co odczuwa się jako słuszne, wygodne, uprawnione. Wszystko, co nie występuje w naturze, jest więc z definicji „nienaturalne”, to zaś jest synonimem złego lub wstrętnego.

Ta właśnie idea „naturalności” jest podstawą tak wielu błędnych wyobrażeń o tym, co medycyna alternatywna robi i jak działa. Jest to idea, która prowadzi do wniosków wahających się od dziwacznych do śmiechu wartych. „Naturalna” medycyna – mówi się nam – była stosowana z powodzeniem przez te starożytne kultury, które miały większe poczucie związku między człowiekiem a jego środowiskiem, niż wyalienowany człowiek Zachodu ma dzisiaj. Doprawdy? Łatwo dobrze odżywionemu mieszczuchowi, który ma czas i pieniądze, mówić o tym, jak ajurwedyczne leki, chińska terapia ziołowa czy starożytne środki afrykańskie czy indiańskie poradziły sobie z jego chronicznymi dolegliwościami, ale jeśli pojedziesz do krajów, w których istnieją tylko takie leki, zobaczysz, że marzą o dobrych, zachodnich antybiotykach, środkach przeciwbólowych i całej reszcie współczesnej i kosztownej farmakopei. Ugandyjczyk umierający na związaną z AIDS gruźlicę nie chce być leczony naturalnymi środkami swoich przodków; chce aseptycznej strzykawki pełnej antybiotyków, a potem chce dołączyć do programu szesnastu tabletek dziennie, który – na Zachodzie – ma szansę zatrzymania jego choroby. Kiedy rząd RPA skarży się, że nie dość uczyniono, aby pomóc zarażonym wirusem HIV w swoim kraju, którzy stanowią 10% populacji, nie prosi o pomoc w przygotowaniu „naturalnych” mikstur – chce AZT.

Także w krajach, w których tradycyjne środki uważa się za dominujące i skuteczne, występuje pęd ku terapiom Zachodu. Statystyki w Hong Kongu pokazują, że zaledwie 14% młodych ludzi skłonnych jest odwiedzić tradycyjnego uzdrowiciela, gdy mają problem ze zdrowiem, a w Japonii, gdzie ludzie mają dostęp zarówno do tradycyjnych, jak i nowoczesnych metod, jeszcze większa liczba wybiera te drugie. W samych Chinach nie więcej, niż 18% populacji używa dzisiaj tradycyjnych leków i dzieje się to w kraju, w którym są one tanie i dostępne dla wszystkich. Spójrzmy na jakikolwiek kraj Wschodu, w którym przeważa tradycyjna medycyna, a zobaczymy społeczeństwo o wysokiej śmiertelności niemowląt, w którym ludzie umierają młodo, gdzie choroby u nas leczone rutynowo łatwo dostępnymi lekami powodują ból i cierpienie. Tradycyjne środki są cudowne, jeżeli mieszkasz na Zachodzie i masz do czynienia z wrażliwym żołądkiem czy atakiem niepokoju, oraz jeśli masz współczesną farmakopeę, do której możesz się odwołać, kiedy sprawy stają się poważne; są one natomiast bezużyteczne przeciwko chorobom, które codziennie zabijają i okaleczają mieszkańców krajów skąd pochodzą.

Dlaczego więc tak wielu z nas mówi, że woli to, co „naturalne”, od tego, co „chemiczne”?

Cudowne mikstury i inne troski
John Diamond
golebiewski

opal
Posty: 2655
Rejestracja: ndz kwie 16, 2006 5:32 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: opal » pt cze 25, 2010 3:53 pm

Witam.Ad.Gołębiewski sporo wcześniej napisałem:
"aby nie było nieporozumień to za chemię uważam:antybiotyki,leki z zawartością trucizny czyli środków (bójczych) na kokcydia,rzęsistka,grzyby oraz robactwo.Napisałem też,że pozostałe leki są przeważnie na bazie środków naturalnych i te są w porządku.Zawsze tak było,że człowiek dążył do osiągnięcia celu bez wysiłku i jak najszybciej.Chemia to tym ludziom dała.Jednak nikt biorąc antybiotyk nie zastanawia się po co lekarz przepisuje inne leki.A te inne leki to są osłony i leki regenerujące uszkodzone antybiotykiem narządy.Więc skutki podania tych leków mają określone działania uboczne.Jednak lekarze też są wygodni i na każde kichnięcie zapisują antybiotyk(powoli jednak i lekarze zaczynają odchodzic od antybiotyków).Gdyby podchodzono do tego tak jak należy i zapisywano antybiotyk po dokładnym zbadaniu bakterii to podejrzewam,że nie byłoby bakterii opornych,czy zmutowanych.Dlatego bo nie zdążyłyby zmutowac ,tylko by zginęły od skutecznego leku.Może to uproszczenie ale do tej pory byłby jeden antybiotyk, skuteczny na większośc patogenów.Stara poczciwa penicylina, wyprodukowana na bazie pleśni.Za demagogię uważam stwierdzenie,że ludzie z kultur pierwotnych tęsknią za lekami białych ludzi.To biali ludzie przywieżli Indianom swoje choroby.Wymierały całe plemiona na infekcje,.które u nas są niegrożne.Fakt ebola i AIDS to Afryka.Przynajmniej tak nam się zrewanżowali.Zacytowany autor bardzo zręcznie omija ,niewygodne dla postawionej tezy fakty, czyli antybiotyki i inne trucizny.Dawno temu pisałem by młodemu gołębiowi,który miał takie guzy(rzęsistek) w przełyku,że ich ucisk na tchawicę uniemożliwiał ptakowi oddychanie,podac końską dawkę Spartixu.Odezwały się głosy sprzeciwu.Jak to Opal taki przeciwnik chemii i sugerujesz taką dawkę? Rozwalisz ptakowi wątrobę.Tak rozwalę,odpowiedziałem,ale uratuję mu życie bo ten ptak się dusi i za chwilę padnie.W sytuacji zagrożenia życia nikt nie patrzy na skutki uboczne a wątroba się świetnie regeneruje.Coś za coś.Albo życie albo uszkodzona wątroba panie Opal.Gdyby lekarz(dobry,któremu ufam) mi to powiedział,to nie zastanawiałbym się ani minuty tylko wybrał bym życie.
Pozdrawiam.

opal
Posty: 2655
Rejestracja: ndz kwie 16, 2006 5:32 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: opal » pt cze 25, 2010 4:28 pm

Witam.
"Ograniczenia stosowania chemioterapeutyków w masowej produkcji zwierzęcej sprawiły,że producenci szukają metod alternatywnych,bliższych naturze.Przykuło to uwagę producentów preparatów dla gołębi pocztowych-tak zaczęła się era hodowli gołębi w zgodzie z naturą.Jednym z najczęściej popełnianych błędów przez hodowców jest "profilaktyczne" podawanie leków przeciwbakteryjnych.Bardzo często słyszę,że w przypadku pierwszych objawów pojawienia się biegunki stosowany jest określony preparat.Jak duży jest to błąd pisałem już przy omawianiu chorób układu oddechowego.Przypomnę jeszcze,że nieumiejętne podawanie ANTYBIOTYKÓW prowadzi do powstawania lekooporności u bakterii,które stac się mogą wręcz niemożliwe do wyleczenia.Największe prawdopodobieństwo powstania takiego stanu zachodzi po podaniu leków o szerokim spektrum działania(leczenie na ślepo) lub leków opartych na wielu substancjach czynnych-te bardzo popularne są na giełdach,targowiskach,w sklepikach z artykułami dla gołębi itp.gdzie często sprzedawane są nielegalnie."....
"Bardzo pomocne hodowcom może się okazac podawanie "naturaceutyków" ,na które składają się kwasy organiczne,probiotyki oraz coraz bardziej popularne wyciągi roślinne."
lek.wet Tomasz Stenzel
Zespół Chorób Ptaków
Katedra Chorób Zakażnych i Inwazyjnych
Wydział Medycyny Weterynaryjnej
Uniwersytet Warmińsko -Mazurski w Olsztynie.
Ja nie namawiam do cofania się ja namawiam do tego byście hodowali nowocześnie zgodnie ze światowymi trendami.
Ad.Jarek.
A ten jak zwykle najładniejszy i najmądrzejszy.Nikt nie umie wytresowac psa tylko nasz najmądrzejszy Jareczek.Szkoda tylko,że przed kleszczami nie umiałeś go zabezpieczyc.Gołębnik obsikałeś? Jeżeli nie to na bank ukradną Ci te diamentowe broszki(po jednej w każdej celi lęgowej inaczej nie zadziała).
Pozdrawiam.

Awatar użytkownika
Jarek Siedlecki
Posty: 512
Rejestracja: wt sie 07, 2007 9:11 am
Lokalizacja: Siedlce
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: Jarek Siedlecki » pt cze 25, 2010 4:49 pm

:idea: Tym, którzy ulegają modzie na "naturalność" polecam książkę prof. P. Mastalerza "Ekologiczne kłamstwa ekowojowników" czyli Rzecz o szkodliwości kłamliwej propagandy ekologicznej. :!:
"Antynaukowa i skierowana przeciwko technicznej cywilizacji propaganda "ekologiczna" jest nieustannie szerzona we wszystkich środkach masowego przekazu i przyjęła takie rozmiary, że zaczyna być przeszkodą na drodze postępu naukowego i technicznego. Zdarzają się nawoływania do rezygnacji z osiągnięć cywilizacyjnych i powrotu ludzkości do stanu pierwotnego..."
Dirko

opal
Posty: 2655
Rejestracja: ndz kwie 16, 2006 5:32 pm
Kontakt:

Re: Chemia a natura w hodowli gołębi i życiu codziennym

Post autor: opal » pt cze 25, 2010 5:10 pm

Witam.Odwalac? Ja tylko troszczę się o zdrowie Twoich ptaków.Ty nie potrafisz, więc ktoś musi.Jestem taki oszołom ekolog, że lubię wszystkie zwierzątka.Przynajmniej nie latam po sklepach i nie szperam w internecie by Ci dołożyc.Ja to potrafię i bez tego.A co z mądrymi maksymami z kalendarzy? Przepisałeś już wszystkie,czy żadna nie pasuje by pokazac bezczelnośc i chamstwo Opala? Pozdrawiam.

Zablokowany